Przejażdżka drezyną

Szukanie pomysłu na spędzanie weekendu aktywnie i kreatywnie to jedno z najprzyjemniejszych zadań, jakie przyszło nam realizować w czasie tworzenia projektu „Odkrywanie poprzez podróżowanie”. Tym razem odkryliśmy taką atrakcję, jak przejażdżka drezyną jaką zapewnia Lokalna Kolej Drezynowa w Regulicach.

Przejażdżka drezyną jesienną porą

Wybraliśmy się na przejażdżkę drezyną jesienią. Wiedzieliśmy, że zamówienie słonecznej pogody o tej porze roku nie zawsze jest możliwe. Jazda drezyną w niesprzyjających warunkach pogodowych wymaga zaopatrzenia się w ciepłe rękawice, czapki oraz dobre kurtki przeciwdeszczowe. Drezyny choć skąpane w deszczu  i tak wyglądają bardzo zachęcająco.

Dojeżdżamy do stacji Regulice.

Przesiadamy się do drezyny.

Dostajemy tekturowe bilety (mamy zachować do kontroli). Głośny dźwięk gwizdka sygnalizuje, że mamy ruszać.

No to w drogę!


Drezyną pod górkę

O tym, że będzie pod górkę (i to w sensie dosłownym), dowiedziałam się już w czasie rozmowy telefonicznej w czasie potwierdzania rezerwacji. Jeśli dzieci są młodsze, to lepiej, aby tę część trasy pokonywali rodzice. Jak się okazało, jazda drezyną pod górkę jest naprawdę dobrym treningiem na mięśnie nóg. Tory, po których 15 lipca 1899 przejechał po raz pierwszy pociąg, wiodą w jedną stronę przez wieś Regulice, stację „Winnica” z pięknymi widokami na winnicę oraz triasowe źródełka. Po skasowaniu biletów możemy ruszać w drugą stronę. Ta trasa jest równie ciekawa. Możemy zobaczyć ruiny rampy oraz schrony, w którym chowali się pracownicy pobliskiego kamieniołomu.

Pędzimy przez kolorowy las, podziwiamy jesienne krajobrazy pastwisk i odpoczywamy, bo teraz ster przejęły dzieci 🙂 Z górki jest o wiele łatwiej.

Historia powstania drezyny

Kiedy wyruszaliśmy na przejażdżkę drezyną do Regulic niedaleko Alwernii, nic jeszcze nie wiedzieliśmy o człowieku, który wynalazł drezynę. Krótka podróż maszyną napędzaną siłą własnych mięśni zmotywowała nas do odszukania wiadomości na temat jej wynalazcy. I tak dotarliśmy do pana Karla Freiherr von Drais, który od czasu rewolucji w Badenii kazał się nazywać po prostu Karl Drais.

en.wikipedia.org

Potrzeba matką wynalazku

O tym, że najlepsze rozwiązania przychodzą do głowy wtedy, kiedy najbardziej potrzebujemy ich w danej sytuacji, przekonaliśmy się już nie jeden raz. Powiedzenie „potrzeba matką wynalazku” genialnie sprawdza się w czasie naszych rodzinnych wypraw, kiedy na przykład okazuje się, że zapomnieliśmy spakować sztućców, w butli brak już gazu albo gdzieś na odludziu rozładował się właśnie akumulator 🙂
Wracam jednak do znamienitego wynalazcy Karla Freiherr von Drais. Człowiek ten w 1816 roku szukał pomysłu na zastąpienie „czymś” konia, który był w tamtych czasach głównym środkiem transportu. Potrzeba wynalazku stała się niezwykle ważna, bowiem panujący wtedy w Europie  nieurodzaj wpłynął na podwyższenie cen owsa. Hodowla koni jako środka transportu stała się zbyt droga. W 1817 roku Karl Drais zaprezentował swój pierwszy projekt drezyny, która bardziej przypominała rower niż jeżdżące dziś po torach maszyny. Był to pojazd na kołach, bez hamulców i bez łańcucha.

 

 

en.wikipedia.org

 

Zdjęcie zabytkowej drezyny z deutschlandfunkkultur.de

 

Karl Drais wynalazcą najstarszego roweru

W 2016 roku świętowano 200 lat istnienia roweru. To właśnie Karl Drais został uznany za pierwszego człowieka, który opracował pierwszy projekt maszyny poruszanej za pomocą pracy własnych mięśni. Jego rower, nazywany ówcześnie drezyną, był aż cztery razy szybszy od konia.

Prędkość jaką można było nabierać w czasie jazdy drezyną spodobała się głównie niemieckim studentom. Niestety, nie mieli za bardzo gdzie jeździć, bowiem drogi w Niemczech w tamtych czasach były często zabłocone. Maszyna zakopywała się w szlamie i nie pozwalała na nabieranie odpowiedniej prędkości, a na rowerze zaprojektowanym przez Karla Draisa można było osiągnąć nawet 15 km na godzinę. Studenci zaczęli jeździć po chodniku. Upadki i potrącenia pieszych stały się na tyle częste i niebezpieczne, że zabroniono używania tego typu maszyn.

 

Tak wyglądała przejażdżka drezyną; zdjęcie z srf.ch

Dziś Karl Drais zostałby pewnie jednym z najlepiej opłacanych wynalazców. W czasach, w których mu przyszło żyć, musiał często się przeprowadzać, uciekać przed nieprzyjemnymi sytuacjami, jakie na niego czyhały ze strony nieprzyjaźnie nastawionych ludzi. Żył w biedzie, bowiem odebrano mu rentę, dużo też chorował. Zmarł 10 grudnia w 1851 r. w Karlsruhe. Jego projekty przeszły do historii i dopiero dziś są tak bardzo doceniane.

 

 

 

 

 

W poszukiwaniu tetrapoda

Gdzie szukać śladów tetrapodów

Dzięki panu Grzegorzowi Niedźwiedzkiemu i Piotrowi Szrekowi w poszukiwaniu tetrapoda nie musieliśmy wyruszać do tak odległych miejsc, jak wyspa Valentia (Irlandia), Tarbat Ness (Szkocja) czy Genoa River (Australia).

Tropy tetrapoda na wyspie Valentia (Irlandia, via  fossilguy.com

Szukamy tropów tetrapoda w Polsce

Jeden z cieplejszych weekendów września udało nam się wykorzystać na wycieczkę zatytułowaną „W poszukiwaniu tetrapoda”. Zainspirowani odkryciami śladów pierwszych czworonogów datowanych na 395 mln lat ruszyliśmy do miejscowości Zachełmie w województwie świętokrzyskim.

wrota-swietokrzyskie.pl

 

Grzegorz Niedźwiedzki w czasie swoich badań natrafił w nieczynnym już kamieniołomie na tropy, które stały się dowodem na to, że tetrapody chodziły po lądzie  18 mln lat wcześniej niż dotąd przypuszczano. W środkowym dewonie te czworonożne zwierzęta odcisnęły liczne ślady na skale, na podstawie których można określić ich długość na 2,5 metra.

Widok na kamieniołom dolomitów (Zachełmie)

Ślady tetrapoda

Kolejne ujęcie tropów tetrapoda

 Odkrywanie czerwonych permsko-triasowych osadów rzecznych, jeziornych i płytkomorskich przez niezwykle ciekawe świata i ludzi dzieci 🙂Potomek tetrapoda, pięknie nam się prezentował w czasie sesji fotograficznej

 

Wycieczka do nieczynnego kamieniołomu była częścią naszego projektu o tetrapodach. Nie tylko widok odciśniętych tropów, ale także panorama czerwonych skał oraz wiadomość, że kiedyś znajdowała się na tym miejscu błękitna laguna, wzbudziły w dzieciakach ogromne wrażenie. Same postanowiły znaleźć kilka niepowtarzalnych pamiątek, wśród których znalazły się: odłamki skał, piasek czy ostro zakończony kamień, z którego powstało praktyczne narzędzie, jakim posługiwali się pierwsi ludzie.

Skarby przywiezione z nieczynnego już kamieniołomu dolomitów

Odłamek skały, który zainspirował dzieci do zrobienia praktycznego narzędzia

 

 

 

 

 

 

 

Białek, czyli dzielny kucyk z Gotlandii

Jazda konna to niezwykła pasja. Nic też dziwnego, że w biblioteczce wśród przeczytanych książek dla dzieci znalazły się niemal wszystkie części Białek kucyk z Gotlandii. Przygody jasnego, niewielkiego konika z lasu Lojsta opisała szwedzka pisarka i dziennikarka Marie-Louise Rudolfsson.

rea-sj.pl

Jak zrodziła się myśl o napisaniu książeczek o  Białku

Sama autorka rozpoczęła naukę jeździecką w wieku 13 lat. Kiedy jej ulubiony koń Lyster zmarł w 1969 roku, Marie-Louise napisała swoją pierwszą książkę noszącą tytuł Maria i Błękitny Książę. Jej talent pisarski szybko znalazł uznanie wśród młodszych i starszych czytelników, co ją zachęciło do tworzenia kolejnych przygód o kucyku Białku. W sumie powstało 35 części.

Zdjęcie Marie-Louise Rudolfsson via wahlstroms.se

Ogromną miłość autorki do koni, takich jak kuce gotlandzkie, najbardziej widać w serii książek Białek kucyk z Gotlandii.  Głównym bohaterem jest przesympatyczny, bardzo odważny i wciąż uczący się źrebak Białek (po szwedzku Vintos). W książce  odnajdziemy wiele zabawnych, niekiedy nawet pełnych grozy, ciekawych historii, jakie przeżywa każdego dnia młody kuc. Jest to przecież koń, który w przyszłości ma zostać księciem.

rea-sj.pl

Jak reagują dzieci na historie o kucyku Białku

Dzieci śledzą przygody kucyka z ogromnym zainteresowaniem. W książce znajdują cudowną historię przyjaźni pomiędzy Białkiem i Błyskiem, a także pomiędzy końmi i ludźmi. Piękne, niezwykle plastyczne opisy przyrody, relacji pomiędzy zwierzętami uczą dzieci szczególnej wrażliwości. Los każdej pojawiającej się na kartach postaci nikomu nie jest obojętny. Czytając książkę Białek kucyk z Gotlandii szybko się można zorientować, że autorka miała ogromną wiedzę o otaczającym ją świecie przyrody.

Co wiadomo o kucach z Gotlandii

Kuce z Gotlandii należą w Szwecji do półdzikiej rasy koni. Można je spotkać w lasach Lojsta.

via lojstahedrussen.se

Piękny i bardzo obrazowy opis tych koni opracowała Kamila Baczek. To fragment jej tekstu z galopuje.pl: Jest to krzepki, muskularny kuc o dużej głowie, nieco miękkim i stosunkowo długim grzbiecie, nisko osadzonym ogonie. Wysokość w kłębie wynosi 122 – 125 cm. Kończyny są suche i mocne, kopyta bardzo twarde. Dobrze poruszają się stępem i kłusem, źle galopują, ale cieszą się opinią dobrego skoczka. Początkowo wśród koni tych przeważała maść bułana i wilcza, obecnie najbardziej popularne są konie kare i gniade, inne maści są Dość rzadkie. Niegdyś był to powszechnie użytkowany w Szwecji koń roboczy, obecnie jest chroniony.